8 lutego 2012, 10:44
(List #1)
Był czas, że nie chciałam nikogo,dobrze mi było samej. Dziś, kiedy czas już bym znalazła sobie kogoś, jakoś nie widzę żadnego obiektu, którym mogłabym być zainteresowana. Mało jest odpowiedzialnych mężczyzn, nie idących na tzw "prościznę". Kiedy pojawia się większy problem - uciekają i uważają, że życie jest po to by z niego korzystać a nie wiecznie rozwiązywać problemy. Niestety, życie potrafi dać porządnego kopa. Dziś już mi się chce śmiać jak zapraszam gościa do domu a on później szuka 100 wymówek, bo zobaczył moją chorą siostrę. Nie rozumiem jednego - oni chcą być ze mną czy z nią? Druga sprawa, jak już się znalazło dwóch takich co nie uciekli, to się okazało, ze oni mają problem, jeden i drugi miał problem z alkoholem. Takie zezowate szczęście. W miarę normalnych i rozsądnych jak spotkam, to się zaraz okazuje, ze są żonaci. Miałam już depresję z tego powodu, stwierdziłam płacząc do terapeuty, ze kiedyś rozwalę czyjąś rodzinę i może w końcu ja będę szczęśliwa (tylko czy na pewno?)