Nigdy nie lubiłam biegać i chyba dalej nie lubię, ale biegam. Nawet z dobrymi butami i udziałem w zawodach, jest to tańszy sport niż fitness klub.
Kiedyś poznałam super faceta. Praca, trening, ja. I jakoś było m przykro, że trening jest ważniejszy ode mnie, więc zaczęłam z nim biegać. On był moją motywacją, dla niego w 3miechy przygotowałam się do półmaratonu. Razem pobiegliśmy i to chyba był jeden z najpiękniejszych dni. Już się nie spotykamy, ale ja już trochę się uzależniłam od biegania. Teraz ojciec mi kibicuje, bo on też kiedyś trenował. Mam do pobicia rekord rodzinny w maratonie, ale jakoś mi się nie spieszy. Za to tata już się czepia czasów... Jestem trochę za ciężka by szybciej pobiec. Organizm przyzwyczaił się do biegania i ja już w ten sposób nie chudnę. Boję się, że przez wagę nabawię się kontuzji, rozwalę stawy i nie mam maga ambicji był "łamać czas". Zwycięstwo i pobicie rekordu mi nie grozi, więc te kilka minut nie ma dla mnie znaczenia. Ale dla niego to sprawa życia i śmierci...
pozdrawiam wszystkie biegające! zwłaszcza w zimowych warunkach. byle do wiosny!