Efekty jo-jo zaczęły się tylko i wyłącznie z mojej winy. Jadłam za dużo zdrowych przekąsek - orzechy, pestki dyni, słonecznika, suszone morele, śliwki... Późne kolację, zmniejszenie ruchu... Zapominałam o regularnych posiłkach, miałam za mało snu i za dużo stresu.A najważniejsza przyczyna - brak konsekwencji i informacji.
Po przeczytaniu wielkiej ilości literatury na temat różnych diet, skutków i powikłań, doszłam do wniosku, że "zdrowe odżywianie się" jest bardzo względnym pojęciem. Każda epoka miała swój modeł zdrowego odżywiania się. To, co dla jednego organizmu jest zdrowe, dla drugiego może być nie korzystnym i nawet zabójczym. Każdy człowiek jest innym. Zdrowie, metabolizm, przyzwyczajenia jedzeniowe, nawet miejsce zamieszkania, charakter i stan emocjonalny - wszystko ma znaczenie i wpływa na predyspozycji do tycia i chudnięcia. Uważam, że każdy może znaleźć dla siebie taki tryb odżywiania się który będzie uwzględniał wszystkie wyżej wymienione czynniki.
Co do robienie sobie krzywdy i niebezpieczności diety.
Każda dieta nie jest zupełnie zdrowa i doskonała. Nie robię sobie krzywdy, nie zamierzam się głodzić i zmuszać się do jedzenia tego co mi nie będzie pasowało. Natomiast będę mieć rezultaty, które utrwalą moją motywację.
Co do braku pokarmu dla głowy. Zgadzam się że brak glukozy jest szkodliwy dla mózgu. Bóle głowy, zmęczenie, drażliwość... Wiem o wszystkim. Wiem na co idę.
Przede wszystkim jestem osobą, która może sobie pozwolić na tę dietę. Nie mam żadnych zastrzeżeń zdrowotnych. Kilka raz w tygodniu mam zajęcia siłowo-aerobowe i chodzę na dynamiczną jogę-asztanga. Zdaje sobie sprawy z tego, że początkowa uderzeniowa faza diety Dukana nie jest zdrowa i do końca bezpieczna. Następne fazy są bardziej urozmaicone, a faza stabilizacji jest zupełnie normalnym odżywianiem. Po zakończeniu diety zamierzam odżywiać się zbilansowanie i zdrowo.
Chciała bym podkreślić że jestem odpowiedzialną za SWÓJ organizm i doskonale wiem co mnie może zaszkodzić, jakie produkty toleruję, od czego tyję i przy jakich okolicznościach. Nie chcę nikogo przekonywać w zbawicielskiej sile białkowej diety. Wiem, że będzie MI pasowała, biorąc pod uwagę MOJE przyzwyczajenia, preferencji i kondycję fizyczną i zdrowotną. Jeżeli ktoś ma podobne podejście-super. Jeżeli ktoś ma inne zdanie - szanuje to i rozumiem.