Nie, .piggy. z tym psychologiem to do autorki postu, jakoś tak niefortunnie to napisałam.
Nie wiem czy jestem wyleczona na 100%, myślę, że może wrócić, na razie juz 6 lat nie wraca i chwała Panu.
Tak sobie myślę, że dużo zaburzeń odżywiania wynika z presji (a propos średniej 5,3). Ja najgorsze problemy miałam, jak się uczyłam do matury i do egzaminu na studia. I w sumie nie przeszkodziło mi w niczym to, że raz byłam na głodówce, raz pod kiblem. Z matury miałam dwie piątki i szóstkę, na medycynę się dostałam. Ale ciągle ględziłam, że jestem słaba psychicznie, że nie dam rady się odchudzić, że wszystkie takie szczupłe, tylko ja gruba. Że co schudnę, to kilogramy wracają - no a jak mają nie wracać, jak się tak beznadziejnie je? I do tego 0 wysiłku fizycznego. Wtedy dieta 1000 kcal to i tak było za dużo, jadłam po 700 jak debil, potem kompuls i od nowa. Jakbym wiedziała, to co wiem teraz to nie miałabym problemów.
Chodzi mi tylko o to, żeby się w porę ogarnąć, bo zanim dojdzie do zaburzeń, to jest jeszcze duuuużo czasu płaczu, jęku i narzekań. A właśnie można to raz a porządnie uciąć i pójść dobrą drogą. Tylko trzeba uwierzyć, że się umie, bo prawda jest właśnie taka, że się umie, tylko się nie wystarczająco chce. (Ewentualnie ma się za małą wiedzę, ale teraz porządnie zabrać się za odchudzanie to nie jest problem, nawet na vitalii dziewczyny oceniają jadłospisy w sposób rozsądny).