Ja rzuciłam studia... z tzw. "przyszłością"...Zrezygnowałam po 4,5 latach. Chciałam je rzucić na początku ale każdy mówił "no co ty, takie dobre studia, nie poddawaj się,tak chciałaś to robić, zobaczysz co będzie później, masz takie dobre stopnie"itd. No i zostałam...Ale krótko mówiąc moje życie stało się jakąś masakrą i wylądowałam zamiast na stażu w dobrej firmie- w poradni psychiatrycznej. Teraz jak to pisze to się z tego śmieję, że taka była podatna na wpływy tych co to zawsze wiedzą lepiej. Zaczęłam studiować zupełnie co innego i jestem z tego bardzo zadowolona. Ale to tylko moje zdanie. Poprostu trza robić to, co wychodzi najlepiej a nie odwalać pańszczyznę.