11 lutego 2012, 17:06
(List #7)
niedawno zakładałam temat, to samo wyszło mi co u ciebie, tylko ja nakładałam jasny szatyn z garniera na jasny rudy :D. ta czerń co mi wyszła złamała mnie psychicznie. tego samego wieczora, po tej potwornej "czerni", od razu nałożyłam wymieszane resztki farby jasnorudej i kasztanowej (tylko to w domu miałam, był już wieczór i nie miałam szans kupić coś innego albo lecieć do fryzjera) ale nic to nie dało. parę dni potem poszłam do fryzjerki, która miała mi rozjaśnić kolor do mojego wyjściowego. i co? 6 dych w błoto, bo kolor nic a nic się nie ruszył. do tego miałam straszne zniszczone siano. kupiłam kolejną farbę - rozjaśniającą - z garnier nutrisse. kolor dalej ani nie drgnął, mimo że co dzień myłam włosy i woda była ciemnobrązowa. bynajmniej, dzięki tej farbie, włosy stały się jedwabiste w dotyku - zupełnie nie zniszczone, nawet odżywek nie muszę nakładać. niedługo później (taaak, wszystko sie działo w przeciągu 2tyg :D) kupiłam w rossmanie dekoloryzator z garniera (w niebieskim opakowaniu). POLECAM Z CAŁEGO SERCA! włosy się nie zniszczyły, ich stan się naprawdę poprawił, rozjaśniły się do jasnej rudości. niedawno nakładałam ten dokoloryzator drugi raz, bo mam gęste włosy i ostatnio miałam niedomalowane placki. rewelacja. szczególnie że 1 opakowanie to tylko 14,99.